Na Wolyń nie jedźcie, tam nas nie lubią

Kilka razy przed wyjazdem słyszeliśmy, że Ukraińcy na Wołyniu nie lubią Polaków. Ostrzegano nas, żebyśmy się tam nie pchali, bo jest wrogo i niebezpiecznie. Nie posłuchaliśmy.

Cóż… jak już ci wrodzy wolynianie  zatrzymali się i dowieźli nas do Nowowołyńska, to … Czytaj dalej →


Kościół w gruzach

Kolejnym naszym przystankiem został Czerwonohrad. Połowa ekipy załapała się na stopa z zupełnie przypadkiem jadąca w tamtą stronę siostra Mateuszą. Na miejscu, w parafii zesłania Ducha Świętego przyjęły nas kolejne zakonnice, tym razem siostry elżbietanki – Karolina i Mirosława. Po … Czytaj dalej →


Żółkiewska integracja

Ostatnie dwa dni spędziliśmy z mieszkańcami Żółkwi. W sobotę wzięliśmy 58 dzieci, czyli garstkę z tych, którymi w ciągu roku szkolnego opiekują się siostry, na wycieczkę na bajecznie położoną polanę. Tam, nie wiedzieć kiedy, trzy godziny minęły jak z bicza Czytaj dalej →


Lifting żółkiewskiego cmentarza

Najpierw to kolega Jagi powiedział jej o siostrach dominikankach w Żółkwi, później wspomniał o nich też ksiądz Julian i choć jeszcze we wtorek wieczorem chcieliśmy jechać do odległego od nich o 10 km monastyru, w środę rano już było jasne, Czytaj dalej →


Komarowskie biesiadowanie

Podopieczni z domku w Komarowie też okazali się wdzięcznymi śpiewakami, a wąska przestrzeń sprawiała, że było przytulnie i domowo. Do tego stopnia, że jedni z odwiedzających zaczęli spontanicznie tańczyć do „Szła dzieweczka do laseczka”!:) Później poszliśmy na Mszę, po której Czytaj dalej →


Biały Domek w Majdanie

,,Bo gość w dom to kto to jest? Anioł” – powiedziała, pięknie parafrazując fragment Pisma, pani Gienia – jedna z podopiecznych Białego Domku, o którym dowiedzieliśmy się od księdza Juliana z Trzęsin.

Do Majdanu Ruszowskiego, bogatego w sielskie widoki, bociany, Czytaj dalej →


Zacznijmy od początku…

,,Czekam na Was, mam tu już wszystko przygotowane” – powiedział do nas po Mszy w Lipowcu pan Franciszek Pacyk i chwilę później byliśmy już w jego mini muzeum, zasłuchując się w historii jego rodziny, Lipowca i wsi jako takiej. Nasz … Czytaj dalej →


I po co dzieci mają chorować?

Droga z Gostwicy do Beluszy była dla każdego inna. Jeden pan spieszył się na spotkanie z jakimś inspektorem i zaznaczył, że ma tylko 10 minut i tylko kawałek może podwieźć Izę, Luizę, Jula i Magdę. Gdy zadzwonił mu telefon okazało … Czytaj dalej →


Nigdy się nie zniechęcaj

Droga zaczęła się pięknie. Wraz z rodziną i przyjaciółmi uczestniczyliśmy w Mszy posłania celebrowanej w kapliczce w Krakowie przez zaprzyjaźnionego franciszkanina Mariusza Orczykowskiego. W samą drogę się wprawdzie z nami nie wybrał, ale kto wie… Nie zniechęcamy się w namawianiu … Czytaj dalej →


Pan przemawia

Droga z Bad Sülze okazała się bardzo łaskawa, w ciągu dwóch godzin prawie wszyscy dotarliśmy do portu w Rostocku. Łapanie stopa na przeprawę promową okazało się być bardzo zabawne, ale mało skuteczne, szczególnie w asyście straży granicznej i policji. Na … Czytaj dalej →