Dociążenie na końcówce w Chałupkach

Siedzimy na plecakach przed sklepem w Chalupkach, już nawet Pauli nie chce się pracować 😉 Doszłyśmy do Ośrodka, gdzie Stowarzyszenie Arka Nadziei stworzyło miejsce dla bezdomnych. Założył je sam ex bezdomny. Ogromna przestrzeń i stare budynki popegeerowskie, a w nich stajnia, kozy, stodoła z sianem, i dwa domy, w których mieszka szóstka starszych Panów i małżeństwo Magda i Kuba, bezdomni, choć już nie, bo tu tworzą swój dom. Spotkaliśmy Mariusza, tamtejszego szefa. Wystarczyło trzy minuty rozmowy, a już miałyśmy prace i gdzie spać. Pauli zamarzło się plewienie. Uwaga z marzeniami, bo Bóg jest bardzo hojny! Dostałyśmy do plewienie ogromne pole ziemniaków zarośnięte i nie mające końca! Zakwasy pojawiły się w niespotykanych miejscach szczególnie w dłoniach:) było to prawdziwe dociążenie używając terminologii z San Damiano 😉 (chodzi o to, że gdy ktoś miał braki na jakimś nomen omen polu dostawał dodatkowe prace żeby te braki eliminować. Do dziś myślimy nad czym my mamy pracować. Pokora? Cierpliwość? Wytrwałość?

Ale udało się! Po trzech dniach ziemniaki odżyły! A trzeba dodać, choć trudno w to uwierzyć, że ziemniaki to w domu naszych gospodarzy rarytas. Żyją skromnie. Mamy nadzieje, że dzięki naszej pracy będą je mieli częściej na stole.
Szczególnie zaprzyjaźniliśmy się z Magda, która tam gotuje. Stałyśmy się dla niej miłą odmianą, bo na co dzień może liczyć tylko na męskie towarzystwo. Jak sama powiedziała: „z nami jest jakoś inaczej”. Niezwykły był również pan Janusz, najdłużej tam przebywający, który jest mistrzem trafnej i błyskotliwej riposty.

Żal było się żegnać! Już teraz dziękujemy Panu za owoce ale i warzywa Ew!

 

 

Kategorie: Bez kategorii

Dodaj komentarz