Nigdy się nie zniechęcaj

Droga zaczęła się pięknie. Wraz z rodziną i przyjaciółmi uczestniczyliśmy w Mszy posłania celebrowanej w kapliczce w Krakowie przez zaprzyjaźnionego franciszkanina Mariusza Orczykowskiego. W samą drogę się wprawdzie z nami nie wybrał, ale kto wie… Nie zniechęcamy się w namawianiu go! Zdanie nieprzypadkowe, ale o tym już za chwilę, parę stopów później… Między innymi z kierowcą ciężarówki panem Janem, z którym Marysia z Michałem, po wstępnym zagraniu i zaśpiewaniu „Whisky“ Dżemu, płynnie przeszli do pieśni maryjnych, czy z tajemniczym Lesławem, który podwiózł Paulę i Olę Ko pod same drzwi i zupełnie nie umiał się z nimi rozstać. Pod same drzwi podjechały też Luiza z Iwonką, które z Krakowa zabrał Mateusz, już wkrótce student, ale wciaż cieszący się wakacyjną labą. A drzwi owe należały do domu Don Bosco w Gostwicy pod Nowym Sączem, czyli Salezjańskiej Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej. To jedno z tych nielicznych, „zaplanowanych“ wcześniej miejsc. Tym razem przyjął nas nasz znajomy ksiądz Roman, który, za swoim wykładowcą, zachęcał nas nieustannie, żebyśmy nigdy się nie zniechęcali. A po ludzku zniechęcić się można było łatwo. Naszym zadaniem było posprzątanie całego domu, w którym niegdyś mieszkali młodzi wychowankowie z uzależnieniami, jednak teraz stał pusty, a jego dalsze losy były jedną wielką niewiadomą. Kto się tam wprowadzi? A przede wszystkim – kiedy? Brak odpowiedzi jednak nie przeszkodził nam, by wysprzątać ośrodek dużo skrupulatniej niż własne mieszkania ?. Towarzyszyło nam bowiem głębokie przekonanie, że jesteśmy we właściwym miejscu. Potwierdził to ksiądz Roman, dziękując nam za naszą obecność, która umacniała go do jego dalszej misji. Poza sprzątaniem codziennie był czas na Mszę z interaktywnymi kazaniami (ksiądz zawsze nas zachęcał do dyskusji), wielbienie i rozmowy na tematy wybiegające tak daleko jak podróże i misje ks. Romana, czyli od Afryki przez Nepal po Indie. Tłem do pogawędek były niezliczone kawy przegryzane prawdziwym cynamonem ze Sri Lanki, posiłki wzbogacone wspaniałymi przetworami mamy księdza, czy grill z suto zastawionym stołem, któremu przyglądało się stado dzikich baranów przebywających na terenie ośrodka. Janek uzbrojony w samorobny łuk w towarzystwie swojego wiernego druha Józia dzielnie zresztą na nie polował. Na szczęście bezskutecznie!

Trudno nam się było rozstawać z księdzem Romanem i sielskimi widokami wokół, ale droga wołała. Po wspólnym pochylaniu się nad mapą zapdała decyzja. Następny kierunek: Słowacja, Belusa!

 

 

 

 

 

 

Kategorie: Bez kategorii

Dodaj komentarz